Piotr Sarnik: Może być lepiej

12.10.2020 14:45

- Wszyscy się cieszymy, że w końcu gramy u siebie i niezależnie od tego, ilu kibiców będzie mogło nas oglądać na żywo, wiemy, że zagwarantują oni głośny i dobry doping - mówił trener Piotr Sarnik w rozmowie podsumowującej dotychczasowe mecze hokejowej GieKSy w sezonie 2020/2021.

Po ośmiu meczach sezonu mamy na koncie 13 punktów i nie jest to z pewnością dorobek, który nas zadowala...

Zakładaliśmy, że po pierwszej rundzie będziemy w okolicach najlepszej czwórki, ale nie jesteśmy. Miało na to wpływ kilka czynników, jak choćby pierwszy mecz w Toruniu przegrany 2:3. Biorąc pod uwagę mecze sparingowe jako ocenę naszej formy w tamtym okresie, po prostu nie zagraliśmy wtedy swojego hokeja i swojej gry. Chłopcy o tym dobrze wiedzą, bo rozmawialiśmy na ten temat. Tamta porażka w Toruniu została w naszych głowach, każdy z nas długo analizował ten mecz i zastanawiał się, skąd wzięła się ta porażka.

Natomiast w meczach z GKS-em Tychy, czy JKH GKS-em Jastrzębie zagraliśmy na swoim poziomie i równie dobrze mogliśmy wygrać. Niestety, gry w osłabieniu wyglądają u nas słabo i nad tym musimy pracować, podobnie jak nad grą w przewadze. Mamy niewiele straconych bramek, ale i bardzo mało strzelonych. Analizując wcześniejsze mecze, w grze w równych składach nie było widać różnicy pomiędzy nami a rywalami. Problemem były bramki tracone w osłabieniu i brak skuteczności w przewadze.

Dwa ostatnie, zwycięskie mecze dają nadzieję na to, że jesteśmy teraz na właściwym kursie?

Mamy w drużynie niemal połowę nowych zawodników. Prawdę mówiąc, nie zamierzaliśmy wiele zmieniać w naszej grze w porównaniu do minionego sezonu, ale jednak trzeba było zmodyfikować kilka kwestii. Grupa graczy, która z nami została, zna już specyfikę naszego treningu, a nowa grupa musi jej zaufać i uwierzyć w to, że będzie nam łatwiej na lodzie, jeżeli będziemy się trzymać naszych ramowych założeń. Wychodzę z założenia, że w tercji ataku nie ma miejsca na sztywne schematy, bo mamy kreatywnych graczy, którzy dobrze wiedzą, co mają robić w danym momencie. Pamiętajmy, że nie wszyscy zawodnicy z obecnego składu mieli okazję grać w topowych drużynach i mieć za kolegów w szatni reprezentantów swoich krajów czy wyróżniających się graczy ligowych. Gdy przechodzi się do drużyny grającej pod presją wyniku i z konkretnymi celami, potrzeba nieco czasu, by wszystko „wskoczyło” na swoje miejsce.

Nasze dwa domowe mecze zostały przełożone z powodu chorobowych objawów u rywali. Okoliczności, w jaki rozgrywamy ten sezon, spędzają trenerowi sen z powiek?

Walczymy nie tylko z rywalami ligowymi, ale i pandemią i jej skutkami. Trudno powiedzieć, jak dłuższe przerwy między meczami, wynikające z przypadków zachorowań, wpłyną na drużyny w lidze. Zakładam, że na jednych dobrze, a na innych źle. Szkoda sytuacji, gdy po dwóch wygranych z rzędu wchodzimy we właściwy rytm meczowy, by potem dowiedzieć się, że zostanie on przerwany, ale musimy być na takie sytuacje przygotowani.

Jak bardzo zmiany w terminarzu komplikują życie sztabowi trenerskiemu w pracy z zawodnikami?

Mamy swoje plany miesięczne i plan roczny, modyfikowane na bieżąco tak, by zawodnicy byli przygotowani motorycznie i taktycznie. Nie jest to łatwe, ale z drugiej strony dłuższe przerwy między meczami dają czas na to, by popracować nad elementami, na które mogło zabraknąć czasu przy normalnym natężeniu spotkań.

Czekają nas cztery mecze z rzędu na własnym lodzie, jednak po raz kolejny dostępność trybun dla kibiców została ograniczona.

Wiadomo, że w „Satelicie” panuje specyficzna atmosfera i im więcej kibiców, tym lepiej dla nas i widowiska. Ale nawet przy mniejszej liczbie kibiców na trybunach doping w obiekcie powinien być naprawdę mocny. Wracając do kwestii pierwszej rundy, chciałbym podkreślić, że brak dostępności własnego obiektu także miał spory wpływ na naszą postawę. Brak własnego lodowiska, szatni, możliwości ustalenia odpowiednich godzin treningu zdecydowanie nam nie pomagał. Wszyscy się cieszymy, że w końcu gramy u siebie i niezależnie od tego, ilu kibiców będzie mogło nas oglądać na żywo, wiemy, że zagwarantują oni głośny i dobry doping.

Dało się wyczuć, że w meczu z Ciarko STS-em Sanok zespół wyraźnie odżył i prezentował się pewniej niż wcześniej. Zadziałał efekt długo wyczekiwanego powrotu do "Satelity"?

Pamiętam czasy, gdy grałem w klubie z Tychów i przez remont lodowiska trwający pół roku byliśmy zmuszeni trenować na innym obiekcie i co ciekawe, była to właśnie „Satelita”. W tamtym sezonie ciężko było nam złapać właściwy rytm, a do play-offów załapaliśmy się rzutem na taśmę, z szóstego miejsca, ostatniego premiowanego awansem do wyższej grupy. Trudno opisać uczucia, które nam wtedy towarzyszyły, ale byliśmy potwornie zmęczeni ciągłymi podróżami autobusem, dojazdami i czuliśmy się po prostu bezdomni. Temat lodowiska jest już na szczęście zamknięty i cieszymy się z tych czterech spotkań granych na swoim terenie. Teraz może być tylko lepiej.

Tagi:
Piotr Sarnik
Klub współfinansowany z budżetu miasta Katowice
Partner Złoty
Partner Srebrny
Przyjaciel GieKSy
Partnerzy